Słowacka recepta na koronawirusa - Słowacystka

03.06.2020

Słowacka recepta na koronawirusa

Jaka jest słowacka recepta na koronawirusa? Dlaczego Słowacy w 2 miesiące poradzili sobie z epidemią, mimo że tak pozytywnego rozwoju nie zakładała żadna prognoza? Od początku przyglądam się pandemii na Słowacji i mam dla Was podsumowanie moich obserwacji.


Od niemal 3 miesięcy codziennie monitoruję sytuację wywołaną koronawirusem na Słowacji. I mimo że o tym w polskich mediach prawie w ogóle się nie mówi, to Słowacy z epidemią poradzili sobie wzorowo. Nie przeszkodziła im w tym nawet zmiana rządu przeprowadzona w tym czasie.

Nie chcę tutaj zagłębiać się w statystyki, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie je interpretował po swojemu i będzie pisał, że jest zupełnie inaczej. Nie chcę także porównywać tego, czy Słowacy zrobili coś więcej/lepiej/inaczej od Polski. Wnioski zostawiam Wam.

Niezaprzeczalnym faktem natomiast jest to, że Słowacy w niecałe 3 miesiące pokonali koronawirusa, który obecnie jest u nich już w fazie wygaszenia. Wiele osób się zastanawia, w czym tkwi sekret sukcesu Słowaków, bo tak pozytywnego wyjścia Słowacji z wirusowego kryzysu nie zakładała żadna prognoza. Nie ma jednej odpowiedzi na to zagadnienie, bo moim zdaniem o słowackim sukcesie zadecydowało wiele czynników. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić to, co według mnie, miało największy wpływ na rozwój epidemii koronawirusa na Słowacji.

Szybka reakcja i wyciąganie wniosków z działań innych


W porównaniu z resztą Europy koronawirus na Słowacji pojawił się dość późno, bo 6 marca. Były premier - Peter Pellegrini, już 27 stycznia (przynajmniej na papierze) podjął pierwsze kroki przygotowujące Słowację na nadejście wirusa: m.in. miały odbyć się ćwiczenia na lotnisku w Bratysławie i uruchomiono pierwszą infolinię. Jednak mimo to słowackie szpitale nie były w żadnym stopniu przygotowane i sami lekarze przyznają, że to, co się działo to była czysta improwizacja. Ale na pandemię chyba nigdy nie da się w pełni przygotować, zwłaszcza gdy zagrożenie jest czymś zupełnie nowym.

I mimo że później wyszły na jaw braki i typowo smerackie [związane z byłą partią rządzącą Smer] machlojki w państwowych rezerwach, a Matovič jasno mówił, że Pellegrini bawił się ze Słowakami w ciuciubabkę, wykonując minimalną ilość testów. To po zmianie rządu, gdy na Słowacji udało się znacząco zwiększyć liczbę testów, ilość nowych zachorowań nie wzrosła.


Już 8 marca dwie największe słowackie uczelnie wyższe zawiesiły nauczanie i nakazały studentom opuszczenie akademików. Pierwsze ogólnokrajowe ograniczenia i zamknięcie granic wprowadzono dzień później, czyli 3 dni po wykryciu pierwszego przypadku, gdy ilość stwierdzonych zachorowań wynosiła 7. Wtedy także, wyciagając wnioski z wydarzeń z Korei, wprowadzono zakaz organizowania wydarzeń publicznych w tym także mszy, co początkowo spotkało się ze sprzeciwem władz kościelnych, ale w obliczu zagrożenia szybko zmieniły one zdanie.

Niemal od razu zidentyfikowano także potencjalne ogniska zakażeń, nie skupiono się jedynie na Domach Pomocy Społecznej, które w innych państwach okazały się ogniskami zakażeń, ale także stwierdzono, że krajowym potencjalnym zagrożeniem są także osady romskie, w których często daleko do standardów sanitarnych.

Zrezygnowano również z całkowitego przekształcania szpitali w szpitale zajmujące się tylko przypadkami zakażeń koronawirusem, tę ewentualność zostawiono na najczarniejszy scenariusz. Zamiast tego w kilku największych szpitalach wyznaczono tzw. czerwone pawilony, czyli wydzielone, zamknięte całe oddziały/skrzydła szpitalne, w których panują restrykcyjne zasady sanitarne. Na tych oddziałach pracuje specjalnie do tego wyznaczony i dodatkowo przeszkolony personel. Umożliwiło to w miarę normalne działanie pozostałych oddziałów, a dzięki wyznaczeniu osób do pracy na wydzielonych oddziałach mniej było także przypadków zakażenia wśród personelu.


Przyglądająca się działaniom rządu Zuzana Čaputová w jednym z wywiadów podkreśliła, że według niej oba rządy, czyli ten kierowany przez Petra Pellegriniego, jak i obecny rząd Igora Matoviča, dobrze poradzili sobie z sytuacją wokół koronawirusa. Jak sama przyznaje - reakcja obu rządów była podjęta w odpowiednim czasie i we właściwy sposób.

Z maseczką Ci do twarzy


Słowacy jako pierwsi w Europie nosili maseczki, najpierw tylko w komunikacji publicznej i w pomieszczeniach użyteczności publicznej, ale następnie wprowadzono nakaz noszenia maseczki wszędzie poza miejscem zamieszkania. Wraz z wprowadzeniem nakazu zasłaniania górnych dróg oddechowych w telewizji można było zobaczyć polityków i prezenterów telewizyjnych w maseczkach. Początkowo był to dla mnie szok, że wiadomości są prowadzone przez osoby w maseczkach, ale zaraz ten szok minął i pojawił się podziw, w końcu przykład idzie z góry.

Dlatego też później nie zdziwiło mnie, gdy premier Matovič wezwał do ukarania ministra edukacji, który na jednej konferencji prasowej zapomniał założyć maseczkę. A słowacką panią prezydent – Zuzanę Čaputovą w maseczce dobranej kolorystycznie do reszty ubioru, chyba już widział i podziwiał cały świat.


Od początku obowiązku zasłaniania dróg oddechowych prowadzono wiele działań wspierających i zachęcających Słowaków do przestrzegania nowych przepisów. W mediach społecznościowych promowano hasła #rúškoniejehanba (maseczka to nie wstyd) i #rúškotiprístane (w maseczce ci do twarzy), chwilę po uruchomieniu akcji w maseczkach fotografowali się już nie tylko celebryci i politycy, ale także "zwykli" ludzie.

Z wartą uwagi akcją wystartowało także Centrum Turystyki Słowacji Środkowej. W związku z tym, że na Słowacji mimo ograniczeń zachęcano do rekreacji na świeżym powietrzu, centrum to wymyśliło hasło „vezmi rúško na prechádzku” (weź maseczkę na spacer) i namawiało do zwiedzania najbliższej okolicy, prezentując przy tym miejsca dobre na taki spacer z maseczką.

I owszem, głosy na temat sensu noszenia maseczek są skrajnie różne. Ja jednak myślę, że przynajmniej na Słowacji nie udawano, że ludzie chorujący bezobjawowo nie istnieją. Nikt nie mówił, że maseczka gwarantuje 100% bezpieczeństwa, ale dzięki temu, że każdy miał maseczkę, szanse na zarażenie spadały.

Słowacy są bardziej zdyscyplinowani?


Na Słowacji ograniczenia w poruszaniu się, które obowiązywały w Polsce przez długi czas, były ważne wyłącznie przez 6 dni w święta wielkanocne. Nie było także konieczności zakazywania wstępów do lasu, a i nawet podczas zaostrzenia przepisów, całkowicie nie ograniczono możliwości spacerowania i odpoczynku. Ba, władze i organizacje turystyczne ciągle do tego zachęcały.

W Bratysławie prawie od początku pandemii promowano hasło naša jediná vakcína je disciplína (naszą jedyną szczepionką jest dyscyplina), o którym głośno mówił prezydent miasta i lokalni celebryci. I wszystko wskazuje na to, że nie tylko bratysławianie wzięli sobie to motto do serca. Bo mimo że nie było restrykcyjnych obostrzeń, to słowackie miasta wyludniły się niemal zupełnie. Każdy kto tylko mógł, zostawał w domu.

Ciekawym efektem koronawirusa jest także to, że powstał nowy typ celebryty - lekarz specjalista. Jednym z nich jest ekspert od chorób tropikalnych - profesor Vladimír Krčméry, który niejednokrotnie podkreślał, że to właśnie wczesne wprowadzenie środków zapobiegawczych wpłynęło na rozwój pandemii na Słowacji. Od początku pandemii Krčméry ciągle jest obecny w środkach masowego przekazu, i o dziwo, nawet politycy nawołują do tego, żeby słuchać zaleceń profesora Krčmérego. W końcu w mediach pojawił się, ktoś kogo faktycznie naród i politycy wysłuchują i podporządkowują się jego stanowisku.

 

Solidarność ponad obojętność


Na Słowacji od początku podkreślano, jak ważna jest dyscyplina społeczeństwa. Otwarcie mówiono o tym, że nie można dopuścić do przeciążenia szpitali, wskazywano na braki w magazynach rezerw materialnych. Plusem tej szczerości jest to, że Słowacy rzeczywiście wzięli sobie do serca słowa rządu i nie czekając na pomoc państwa, sami zaczęli się organizować i sobie pomagać.

Szybko okazało się, że mimo iż Słowacja to mały kraj, to jego obywatele są chętni sobie pomagać, myślą o innych i udowodnili, że jak się chce to można zrobić więcej. Duże słowackie firmy na swój koszt zaczęły sprowadzać materiały medyczne. Tesco przekazywało żywność największym słowackim organizacjom charytatywnym, McDonalds rozdawał jedzenie straży granicznej i służbom medycznym w szpitalach a firma Curaprox [sprzedająca artykuły do higieny ust] założyła infolinię, na którą mógł dzwonić każdy, kto chciał porozmawiać i choć przez chwilę nie być sam. Powstała także inicjatywa ktopomozeslovensku.sk, która zbierała środki i przeznaczała je na konkretne, wyznaczone przez szpitale, cele.


Każdy pomagał jak potrafił. Muzycy w swoich salonach organizowali koncerty, teatry na youtube dodawały swoje przedstawienia a wydawcy książek wraz z aktorami organizowali czytanie bajek i powieści [o kulturze słowackiej w czasach zarazy pisałam już wcześniej]. Do pomocy przyłączyli się także politycy, premier Igor Matovič tuż po przejęciu rządów założył Fundusz Wzajemnej Pomocy, na rzecz którego od początku pandemii przekazuje swoje premierowskie wynagrodzenie, swoje datki wpłacają także inni politycy.

Każdy przyglądający się wydarzeniom na Słowacji mógł na własne oczy zobaczyć, że Słowacy w chwilach złych potrafią się zorganizować i sobie pomagać. Wirus wywołał transformację, nie tylko jeśli chodzi o nawyki higieniczne, czy przeniesienie pracy do domu, ale także w sferze czysto ludzkiej. Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami transformacji społeczeństwa i moim zdaniem jest to kolejny przykład wyrastania Słowaków z obojętności, o której pisał Šimečka.

Myślę, że dobrze tę sytuację podsumowują słowa prezydent Słowacji, Zuzany Čaputovej:
Obecna sytuacja pokazała, że jeśli będziemy solidarni i będziemy współpracować, to razem możemy dokonać naprawdę niezwykłych rzeczy.

 

Przyjdzie 2 fala?


Wielu ekspertów nie ukrywa, że mimo obecnej dobrej sytuacji, Słowacy ciągle muszą mieć się na baczności i nie mogą powracać do normalności sprzed epidemii. Minister zdrowia - Marek Krajčí, przyznaje, że taka "nowa" rzeczywistość będzie trwać do momentu opracowania szczepionki. A będzie to coraz trudniejsze, bo ludzie już są po prostu zmęczeni zakazami i obostrzeniami, chcą kontaktu z innymi. Przywoływany już profesor Krčméry twierdzi, że jeśli Słowakom uda się utrzymać dyscyplinę to 2 fala będzie małą falką, którą uda się pokonać bez większego problemu.

Spore niebezpieczeństwo tkwi w ponownym uruchomieniu międzynarodowego ruchu turystycznego, bo o ile udało się opanować krajowe ogniska wirusa, to nad wirusem przywiezionym z zagranicy trudniej będzie zapanować po otwarciu granic. Paradoksalnie nadzieją dla Słowacji jest to, że w oczach zagranicznych turystów jest ona postrzegana jako mniej atrakcyjne miejsce niż np. Praga czy Włochy.

Dzięki wielu podjętym środkom okazało się, że najczarniejszy scenariusz się nie spełnił: nie doszło do przeciążenia służby zdrowia, lekarze nie musieli wybierać między tymi, których będą leczyć a kogo skażą na pewną śmierć. I mimo że początkowo mówiono o długofalowym szczycie przypadającym gdzieś w połowie lipca, to jednak Słowakom udało się go sprawnie pokonać już pod koniec kwietnia a 8 maja, po raz pierwszy od dwóch miesięcy, nie zanotowano żadnego nowego przypadku.


Według mnie

 

Według mnie Słowacja jest niedocenionym wzorem walki z koronawirusem. Liczba zarażonych na Słowacji w przeliczeniu na 100 000 mieszkańców jest trzecią najniższą w Europie. Słowaków podziwiam przede wszystkim za szybkość działania i konsekwencję, co więcej udało się to osiągnąć mimo zmiany rządu, co z polskiej perspektywy wydaje mi się jakimś kosmosem. Wszystko przebiegło tam w sposób skoordynowany, jasne były także wytyczne odmrażania gospodarki: 2 tygodniowe interwały, w których wskaźnikiem jest mediana wyliczana na podstawie osób zakażonych w kwarantannie i poza nią.

Mam wrażenie, że u naszych południowych sąsiadów panika wokół wirusa była jakaś mniejsza. Owszem na początku było wykupywanie sklepów, jak wszędzie indziej, ale z dłuższej perspektywy widzę, że Słowacy do sprawy podeszli raczej spokojnie i przede wszystkim z rozsądkiem.

Miało nie być porównywań z Polską, ale jest jedna rzecz o której muszę napisać - wielu moich znajomych z Polski, którzy przebywają na Słowacji stwierdziło, że bardziej bezpiecznie czuje się na Słowacji niż w Polsce. Świadczy to przede wszystkim o wyraźnym przekazie o zagrożeniu i stanie rzeczywistym państwa oraz o przykładnych zachowaniach idących z góry, nikt nie próbuje być ponad innymi i wszyscy się stosują do nakazów zachowania środków ostrożności.

Moim zdaniem Słowacja w sprawdzianie wywołanym przez koronawirusa wypadła wzorowo. Nie tylko dlatego, że było mniej zarażonych niż zakładały prognozy, ale także dlatego, że koronawirus nie miał tak dużego wpływu na atmosferę społeczną w kraju.

Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale mam nadzieję, że Słowacy nie wrócą do normalności sprzed epidemii. Wolałabym, żeby dalej walczyli ze swoją obojętnością i dalej pokazywali swoją solidarność, nawet gdy już nie będzie zagrożenia wirusowego.

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, to będzie mi miło, jeśli:

✦ zostawisz tu swój komentarz

✦ polajkujesz mój fanpage

✦ udostępnisz ten wpis swoim znajomym


4 komentarze:

  1. Bardzo dobrze napisane, dokladnie oddaje rzeczywista sytuacja panujaca w Slowacji!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym jeszcze dodala ze chociaz maseczki nie byly dostepne, ludzie zaczeli je szyc na wlasna reke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, szyli sami i to nie tylko dla siebie. Widziałam wiele przypadków, w których ludzie dzielili się uszytymi przez siebie maseczkami z sąsiadami a nawet obcymi ludźmi. Piękna jest ta słowacka solidarność.

      Usuń

Odwiedźcie mnie też na Instagramie @slowacystka