Będzie wiało! Nadchodzi Wiatr Jozefa Kariki [zapowiedź] - Słowacystka

14.05.2021

Będzie wiało! Nadchodzi Wiatr Jozefa Kariki [zapowiedź]

 

Wydawnictwo Stara Szkoła wydało ostrzeżenie dla mieszkańców całej Polski przed porywistym wiatrem. Oto nadchodzi najnowsza powieść Jozefa Kariki Wiatr!

 

Mimo że ostatnio w końcu cieszy nas całkiem ładna pogoda, to szykują się zmiany! Wszystko wskazuje na to, że od 17 maja przed nami poważna zmiana warunków atmosferycznych. Wydawnictwo Stara Szkoła wydało ostrzeżenie dla mieszkańców całej Polski przed porywistym Wiatrem. Według prognoz, jego prędkość wyniesie średnio do 100-150 km/h. Ale uwaga na lokalne podmuchy, które mogą osiągać prędkość nawet ponad 200 km/h! 

 

Wszystko to za sprawą najnowszej powieści Jozefa Kariki Wiatr [słowac. Smršť], która już niedługo znajdzie się na polskich półkach księgarskich. Warto dodać, że polski przekład ukazuje się nieco ponad pół roku po premierze słowackiego oryginału! Ekspresowe tempo wydania przekładu świadczyć może tylko o jednym – Karika to sprawdzona marka!

 

Polsko-słowacka inspiracja

 

Jak przyznał autor w wywiadzie, który opublikowałam w listopadzie przy okazji urodzin bloga, inspiracją w napisaniu Wiatru podobnie jak w przypadku Szczeliny, był czytelnik. To on opowiedział mu, co się dzieje w Polsce i na polsko-słowackim pograniczu, gdy wieje tam halny.


Nie jest tajemnicą, że gdy na Podhalu zapowiadają halny, zwiększana jest liczba strażaków,  policjantów i ratowników, bo ludzie zaczynają się dziwnie zachowywać. Autor przyjrzał się temu i zainteresowało go połączenie fenomenu wiatru halnego z regionem Liptowa i Orawy. Również te obszary mają swoje ludowe opowieści związane z wiatrem. Mówi się tam o tajemniczej postaci, która pojawia się przy drodze zawsze wtedy, gdy wieje wiatr. 

 

Na stronie Woblinka, gdzie już teraz możecie kupić ebook, o książce można przeczytać[1]:

Jozef Karika, słowacki mistrz grozy nie zwalnia tempa, wręcz przeciwnie!
Zabiera nas w szaleńczą jazdę. I to do Polski! Nie możecie tego przegapić!
Nudny sobotni wyjazd służbowy. Opuszczony parking przydrożny. A na nim… porzucona kamera samochodowa. Jakie tajemnice może skrywać?
Odcinek drogi, na którym dochodzi do wielu śmiertelnych wypadków.
Kobieta w czerni, chodząca wzdłuż szosy.
Szkolna miłość. Dorosłe rozczarowania. Tajemnice umysłu.
W tej książce znajdziecie wszystko, za co uwielbiacie Jozefa Karikę!

Fragment:

 

Nie cierpię przydrożnych parkingów. Bywają brudne, tchną samotnością. Przerażają mnie. Kuszą, by się na nich zatrzymać, trochę się przejść, udają bezpieczne.

 

Kolorowe ławeczki, place zabaw, okrągłe stoliki…

 

Jakby zostały stworzone do miłych posiłków. Tak się wydaje – ale tylko z daleka. Kiedy wysiądziesz i przyjrzysz się im z bliska, pożałujesz, że dałeś się nabrać. Owionie cię coś niezdrowego. Czasem smród: moczu, kału, gnijących resztek jedzenia. Innym razem twój nos nie poczuje żadnego zapachu, ale rozkład i tak wisi w powietrzu. Farba łuszczy się z ławek i placów zabaw, przepełnione kosze wymiotują śmieciami, na asfalcie wśród niedopałków walają się zużyte prezerwatywy. Wystawiają białe nadęte brzuszyska, aż wzdrygasz się z obrzydzenia. Iluzja miłej okolicy rozpada się ostatecznie, gdy zauważasz, że żółta trawa i udeptana ziemia wokół krzaków są usłane brudnymi chusteczkami, strzępami gazet i kawałkami papieru toaletowego. Nic, tylko usiąść i zajadać, wyciągnąć kanapkę z kiełbasą i się w nią wgryźć. Smacznego.

 

Ja w nic się nie wgryzałem. Nie jestem wielbicielem przygód. W zupełności mi wystarczyło, że w ciągu niecałych trzech miesięcy już po raz trzynasty jadę do Bańskiej Bystrzycy. Z początku, kiedy jeszcze nie znałem tej trasy zbyt dobrze, nie było nawet tak źle. Najpierw przejeżdżałem przez Dolny Liptów, potem przez Donovaly i po krętej drodze aż na Staré Hory. Stąd już tylko rzut beretem. Kiedy jedzie się tędy pierwsze kilka razy, droga przykuwa uwagę: na przemian lasy i wioski, przed oczami co chwilę pojawia się piękny widok. Wysokie masywy górskie, zielone doliny, wartkie potoki…

 

Ale zanim się człowiek obejrzy, już przy czwartej, piątej jeździe, wszystko powszednieje i zlewa się w jedną nieciekawą, szarą masę. W człowieka wgryza się nuda. Przeżuwa go przez cały czas, bite dwie godziny. A jeśli trafi się na kolumnę wlekących się tirów, to jeszcze dłużej. Może to dlatego zjechałem na parking, choć nie cierpię ich z całego serca. Musiałem chociaż na chwilę wysiąść z auta, rozprostować plecy i zdrętwiałe nogi. Wszystko, byle tylko uciec przed nudą, która przygniatała mnie w niewielkiej kabinie.

 

Wąski miniparking, bez stacji benzynowej, restauracji czy przydrożnej knajpy. Tylko kilka miejsc parkingowych, dwa stoliki z ławeczkami, poobijany kontener. Oczywiście przepełniony śmieciami.

 

Nie stały tam żadne inne auta, ruch był wyjątkowo mały. Sobotnie przedpołudnie – kto nie musi, ten nie jedzie. Tylko ja tłukę się jak idiota do Bystrzycy po wykazy.

 

Zaparkowałem swoje dziesięcioletnie suzuki na skraju. Starałem się zmieścić dokładnie między liniami. Myślę o innych, czasem do przesady. Konsekwentny, perfekcjonista, ktoś mógłby powiedzieć, że wręcz aptekarsko dokładny. To moje prawdziwe ja.


Wiatr

Tytuł oryginalny: Smršť
Autor: Jozef Karika
Tłumaczenie: Mirosław Śmigielski
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Data polskiej premiery: 17.05.2021
Liczba stron: 248


Więcej postów o literaturze słowackiej i książkach związanych ze Słowacją znajdziecie tutaj:

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, to będzie mi miło, jeśli:

✦ zostawisz tu swój komentarz

✦ polajkujesz mój fanpage 

✦ udostępnisz ten wpis swoim znajomym

 


Podczas pisania tego artykułu korzystałam z:
[1] Karika, Jozef: Wiatr. W: woblink.com. Artykuł dostępny online, dostęp 12.05.2021

Brak komentarzy:

Odwiedźcie mnie też na Instagramie @slowacystka