Słowacja ma wiele twarzy. Jedną można poznać przy stole, próbując regionalnych specjałów, inną – patrząc na Tatry, które coraz częściej mają być po prostu Tatrami, a nie tłem dla kolejnego billboardu.
W najnowszym numerze kwartalnika „Tatry” znalazły się dwa moje teksty, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego. Jeden opowiada o liptowskich produktach, które trafiają pod europejską ochronę. Drugi – o walce z reklamowym chaosem w Wysokich Tatrach.
A jednak oba mówią o czymś podobnym: o tym, jak Słowacja próbuje chronić to, co jest jej własne.
Liptów, który smakuje po swojemu
Pierwszy tekst poświęciłam liptowskiej kuchni i produktom, które coraz mocniej zaznaczają swoją obecność nie tylko na regionalnych stołach, ale także w europejskich rejestrach.
W marcu 2026 roku tradycyjne šialence otrzymały Chronione Oznaczenie Geograficzne. Jeśli nazwa niewiele Wam mówi, nie jesteście sami – to jeden z tych słowackich specjałów, które warto najpierw zobaczyć, a dopiero potem próbować wymówić.
Šialence przygotowuje się z tartych ziemniaków, cebuli, skwarków, czosnku i przypraw. Farsz trafia do cienkich owczych jelit, które formuje się w charakterystyczną spiralę. Potem całość gotuje się, a następnie piecze lub smaży, aż zrobi się przyjemnie chrupiąca.
Brzmi trochę jak kuzyn kiszki ziemniaczanej? I słusznie. Šialence są blisko spokrewnione z bardziej znanymi liptowskimi drobami, które również bazują na ziemniakach. Różnica tkwi przede wszystkim w rodzaju jelita i sposobie przygotowania.
Droby zostały objęte europejską ochroną już w 2021 roku. W 2026 roku do tego grona dołączyły šialence, a niedawno również liptowska bryndza, otrzymując jeszcze wyższy poziom ochrony – Chronioną Nazwę Pochodzenia.
W marcu 2026 roku tradycyjne šialence otrzymały Chronione Oznaczenie Geograficzne. Jeśli nazwa niewiele Wam mówi, nie jesteście sami – to jeden z tych słowackich specjałów, które warto najpierw zobaczyć, a dopiero potem próbować wymówić.
Šialence przygotowuje się z tartych ziemniaków, cebuli, skwarków, czosnku i przypraw. Farsz trafia do cienkich owczych jelit, które formuje się w charakterystyczną spiralę. Potem całość gotuje się, a następnie piecze lub smaży, aż zrobi się przyjemnie chrupiąca.
Brzmi trochę jak kuzyn kiszki ziemniaczanej? I słusznie. Šialence są blisko spokrewnione z bardziej znanymi liptowskimi drobami, które również bazują na ziemniakach. Różnica tkwi przede wszystkim w rodzaju jelita i sposobie przygotowania.
Droby zostały objęte europejską ochroną już w 2021 roku. W 2026 roku do tego grona dołączyły šialence, a niedawno również liptowska bryndza, otrzymując jeszcze wyższy poziom ochrony – Chronioną Nazwę Pochodzenia.
To sporo jak na jeden region.
I jest w tym coś więcej niż tylko gastronomiczna ciekawostka. Europejskie oznaczenia mają chronić tradycyjne produkty przed podróbkami i podkreślać ich związek z konkretnym miejscem. A w przypadku liptowskiej bryndzy ten związek jest wyjątkowo mocny – znaczenie mają nie tylko tradycyjne metody produkcji, lecz także środowisko, w którym wypasane są owce.
Czyli: Liptów można nie tylko oglądać. Można go również zjeść. I to całkiem dosłownie.
Więcej o tym w tekście Spirala tradycji, Tatry nr 3/2026, s. 22
Tatry bez reklamowego smogu
Drugi tekst zabiera czytelników z kuchni na drogi prowadzące w Tatry.
Jeszcze kilka lat temu przejazd przez słowackie Tatry potrafił wyglądać jak niekończący się konkurs na najbardziej krzykliwy billboard. Reklamy apartamentów, koncertów, restauracji i wszelkiego rodzaju „największych atrakcji” pojawiały się przy drogach tak licznie, że momentami można było zacząć się zastanawiać, czy przypadkiem nie przyjechaliśmy w góry po to, żeby oglądać reklamy gór.
Na szczęście coś się zmienia.
Miasto Wysokie Tatry od kilku lat konsekwentnie usuwa reklamy z przestrzeni publicznej. Zniknęło już ponad sto tablic, a kolejne są demontowane. Szczególnie dużo pracy wymaga uporządkowanie przestrzeni przy Drodze Wolności – jednej z najważniejszych dróg prowadzących przez tatrzańskie miejscowości.
Nie chodzi zresztą wyłącznie o estetykę. Billboardy potrafiły zasłaniać znaki drogowe, utrudniać orientację i rozpraszać kierowców.
Jest też drugi, dość oczywisty argument: Jeżeli ktoś jedzie w Tatry, istnieje spora szansa, że chciałby je zobaczyć.
Dlatego równolegle z usuwaniem starych reklam wprowadzany jest bardziej uporządkowany system tablic informacyjnych i kierunkowych. Zamiast reklamowego chaosu ma pojawić się spójna, minimalistyczna identyfikacja.
To może wydawać się drobną zmianą. W rzeczywistości wpływa jednak na to, jak odbieramy całe miejsce. Krajobraz nie jest przecież tylko dekoracją. Jest częścią tego, po co przyjeżdżają tu mieszkańcy i turyści.
Oba teksty znajdziecie w najnowszym numerze kwartalnika „Tatry”. Jeśli więc przy okazji wizyty na Liptowie zobaczycie na stole šialence albo podczas przejazdu przez Wysokie Tatry zauważycie, że zza drogi wreszcie widać góry – będziecie już wiedzieć, że za tymi drobnymi zmianami kryje się całkiem spora historia.
Na szczęście coś się zmienia.
Miasto Wysokie Tatry od kilku lat konsekwentnie usuwa reklamy z przestrzeni publicznej. Zniknęło już ponad sto tablic, a kolejne są demontowane. Szczególnie dużo pracy wymaga uporządkowanie przestrzeni przy Drodze Wolności – jednej z najważniejszych dróg prowadzących przez tatrzańskie miejscowości.
Nie chodzi zresztą wyłącznie o estetykę. Billboardy potrafiły zasłaniać znaki drogowe, utrudniać orientację i rozpraszać kierowców.
Jest też drugi, dość oczywisty argument: Jeżeli ktoś jedzie w Tatry, istnieje spora szansa, że chciałby je zobaczyć.
Dlatego równolegle z usuwaniem starych reklam wprowadzany jest bardziej uporządkowany system tablic informacyjnych i kierunkowych. Zamiast reklamowego chaosu ma pojawić się spójna, minimalistyczna identyfikacja.
To może wydawać się drobną zmianą. W rzeczywistości wpływa jednak na to, jak odbieramy całe miejsce. Krajobraz nie jest przecież tylko dekoracją. Jest częścią tego, po co przyjeżdżają tu mieszkańcy i turyści.
Więcej o tym w tekście Góry zamiast billboardów, Tatry nr 3/2026, s. 20
Oba teksty znajdziecie w najnowszym numerze kwartalnika „Tatry”. Jeśli więc przy okazji wizyty na Liptowie zobaczycie na stole šialence albo podczas przejazdu przez Wysokie Tatry zauważycie, że zza drogi wreszcie widać góry – będziecie już wiedzieć, że za tymi drobnymi zmianami kryje się całkiem spora historia.



Brak komentarzy: