Od liptowskiej bryndzy po billboardy. Moje dwa teksty w kwartalniku „Tatry” [tekst w prasie] - Słowacystka

29.09.2026

Od liptowskiej bryndzy po billboardy. Moje dwa teksty w kwartalniku „Tatry” [tekst w prasie]

artykuły o Słowacji w kwartalniku Tatry

Słowacja ma wiele twarzy. Jedną można poznać przy stole, próbując regionalnych specjałów, inną – patrząc na Tatry, które coraz częściej mają być po prostu Tatrami, a nie tłem dla kolejnego billboardu.


W najnowszym numerze kwartalnika „Tatry” znalazły się dwa moje teksty, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego. Jeden opowiada o liptowskich produktach, które trafiają pod europejską ochronę. Drugi – o walce z reklamowym chaosem w Wysokich Tatrach.

A jednak oba mówią o czymś podobnym: o tym, jak Słowacja próbuje chronić to, co jest jej własne.
 

Liptów, który smakuje po swojemu


Pierwszy tekst poświęciłam liptowskiej kuchni i produktom, które coraz mocniej zaznaczają swoją obecność nie tylko na regionalnych stołach, ale także w europejskich rejestrach.

W marcu 2026 roku tradycyjne šialence otrzymały Chronione Oznaczenie Geograficzne. Jeśli nazwa niewiele Wam mówi, nie jesteście sami – to jeden z tych słowackich specjałów, które warto najpierw zobaczyć, a dopiero potem próbować wymówić.

Šialence przygotowuje się z tartych ziemniaków, cebuli, skwarków, czosnku i przypraw. Farsz trafia do cienkich owczych jelit, które formuje się w charakterystyczną spiralę. Potem całość gotuje się, a następnie piecze lub smaży, aż zrobi się przyjemnie chrupiąca.

Brzmi trochę jak kuzyn kiszki ziemniaczanej? I słusznie. Šialence są blisko spokrewnione z bardziej znanymi liptowskimi drobami, które również bazują na ziemniakach. Różnica tkwi przede wszystkim w rodzaju jelita i sposobie przygotowania.

Droby zostały objęte europejską ochroną już w 2021 roku. W 2026 roku do tego grona dołączyły šialence, a niedawno również liptowska bryndza, otrzymując jeszcze wyższy poziom ochrony – Chronioną Nazwę Pochodzenia.

To sporo jak na jeden region.

I jest w tym coś więcej niż tylko gastronomiczna ciekawostka. Europejskie oznaczenia mają chronić tradycyjne produkty przed podróbkami i podkreślać ich związek z konkretnym miejscem. A w przypadku liptowskiej bryndzy ten związek jest wyjątkowo mocny – znaczenie mają nie tylko tradycyjne metody produkcji, lecz także środowisko, w którym wypasane są owce.

Czyli: Liptów można nie tylko oglądać. Można go również zjeść. I to całkiem dosłownie.


Więcej o tym w tekście Spirala tradycji, Tatry nr 3/2026, s. 22


Tatry bez reklamowego smogu


Drugi tekst zabiera czytelników z kuchni na drogi prowadzące w Tatry.

Jeszcze kilka lat temu przejazd przez słowackie Tatry potrafił wyglądać jak niekończący się konkurs na najbardziej krzykliwy billboard. Reklamy apartamentów, koncertów, restauracji i wszelkiego rodzaju „największych atrakcji” pojawiały się przy drogach tak licznie, że momentami można było zacząć się zastanawiać, czy przypadkiem nie przyjechaliśmy w góry po to, żeby oglądać reklamy gór.

Na szczęście coś się zmienia.

Miasto Wysokie Tatry od kilku lat konsekwentnie usuwa reklamy z przestrzeni publicznej. Zniknęło już ponad sto tablic, a kolejne są demontowane. Szczególnie dużo pracy wymaga uporządkowanie przestrzeni przy Drodze Wolności – jednej z najważniejszych dróg prowadzących przez tatrzańskie miejscowości.

Nie chodzi zresztą wyłącznie o estetykę. Billboardy potrafiły zasłaniać znaki drogowe, utrudniać orientację i rozpraszać kierowców.

Jest też drugi, dość oczywisty argument: Jeżeli ktoś jedzie w Tatry, istnieje spora szansa, że chciałby je zobaczyć.

Dlatego równolegle z usuwaniem starych reklam wprowadzany jest bardziej uporządkowany system tablic informacyjnych i kierunkowych. Zamiast reklamowego chaosu ma pojawić się spójna, minimalistyczna identyfikacja.

To może wydawać się drobną zmianą. W rzeczywistości wpływa jednak na to, jak odbieramy całe miejsce. Krajobraz nie jest przecież tylko dekoracją. Jest częścią tego, po co przyjeżdżają tu mieszkańcy i turyści.

Więcej o tym w tekście Góry zamiast billboardów, Tatry nr 3/2026, s. 20



Oba teksty znajdziecie w najnowszym numerze kwartalnika „Tatry”. Jeśli więc przy okazji wizyty na Liptowie zobaczycie na stole šialence albo podczas przejazdu przez Wysokie Tatry zauważycie, że zza drogi wreszcie widać góry – będziecie już wiedzieć, że za tymi drobnymi zmianami kryje się całkiem spora historia.




Wszystkie moje teksty, które ukazały się poza blogiem, znajdziesz TUTAJ.


Więcej o słowackich górach i o tym, jak się przygotować na górskie wędrówki znajdziesz klikając obrazek:


Jeśli spodobał Ci się mój wpis, to będzie mi miło, jeśli:

✦ zostawisz tu swój komentarz 

✦ polajkujesz mój fanpage 

✦ udostępnisz ten wpis swoim znajomym



Brak komentarzy: