Katarzyna Pilarska: Aj to je Bratislava / To też jest Bratysława - Słowacystka

17.07.2019

Katarzyna Pilarska: Aj to je Bratislava / To też jest Bratysława

Pewnie już jesteście przyzwyczajeni do tego, że co chwila zachęcam Was do odwiedzin Słowacji i Bratysławy. Dlatego dzisiaj do zwiedzenia słowackiej stolicy będzie przekonywać Was inna miłośniczka Słowacji - Katarzyna Pilarska. Poznajcie mniej oczywistą stronę Bratysławy!


Nie oszukuję się, wiem, że większość ludzi w ogóle nie myśli o tym, żeby zwiedzić akurat stolicę Słowacji. W końcu, jeśli już jechać w te okolice, to czeka Wiedeń, Budapeszt, trochę dalej Praga. Ale gdyby jednak przeszła Wam przez głowę taka myśl, to chciałabym pokazać, że nawet ktoś, kto czytał przewodniki i czuje się przygotowany (oraz jest pewien, że dwa dni wystarczą, bo to przecież małe miasto w małym kraju) nie wie tego, co najciekawsze. Ja sama takie „pozaprzewodnikowe” miejsca i fakty poznałam dopiero po kilkunastu wizytach w tym mieście [jak dojechać bezpośrednio do Bratysławy?].

Może więc lista ciekawostek się przyda?


Oczywiście, niezaprzeczalnie trzeba przejść się po centrum miasta, zajrzeć nad Dunaj, wejść na wzgórze zamkowe [patrz nr 5 w styczniowym zestawieniu zdjęć], pojechać do Devínu, wdrapać na Slavín. Można wjechać na most SNP (UFO), posiedzieć w knajpkach na Hviezdloslavovom Námestí. Ale oprócz tych wszystkich standardowych ścieżek, Bratysława kryje w sobie także takie, na które przypadkowy turysta raczej nie zboczy. Są mniej tłoczne i równie ciekawe!

Góry w mieście


Zacznijmy od tego, że jest to miasto, w którym przyroda, ba, góry, znajdują się praktycznie w centrum. Horský park, to miejsce, do którego można dojść w kilkanaście minut. A gdy to zrobimy, znajdziemy się w innym świecie, jakby ktoś za dotknięciem różdżki przeniósł nas z miasta do lasu i dzikiej przyrody. Nagle, tak jak stoisz na ulicy, znajdujesz się w górach. Fajne? To nie koniec. Wędrując ścieżką pośrodku wąwozu możesz dojść do skrytej wśród drzew kapliczki (której wieża, jak mi opowiadano, została zburzona w czasie, gdy budowano pomnik radziecki Slavín [o pomniku pisałam pod nr 2 w marcowym zestawieniu zdjęć], bo „zaburzała” widok, w którym góruje on nad miastem) i ściany pełne grawerowanych podziękowań, za wymodlone łaski i ozdrowienia. Idąc dalej można wejść na normalne górskie szlaki lub wybrać właśnie ścieżkę na Slavín.


Spacerując warto też szukać pewnych kamieni - wyglądają może zwyczajnie, wiele takich w Bratysławie, bo wyrzuca je Dunaj, ale czasem, jeśli będziesz mieć szczęście, będą na nich czarno-białe, lub - rzadziej - biało-czerwone rysunki. Coś jak nutki, flagi, kropki. Maluje je Peter Roller, jeden z najbardziej znanych słowackich artystów. Zbiera kamienie nad rzeką, maluje i roznosi po mieście. Petrogramy, bo tak zostały nazwane, możesz wziąć do domu, zostawić albo przenieść w inne miejsce - niekoniecznie w Bratysławie czy na Słowacji - równie dobrze, może to być twoje miasto albo drugi koniec świata. W ten sposób na wszystkie kontynenty i do wielu domów trafiło już ponad 35 tysięcy takich małych dzieł sztuki!


Drugie miejsce, które chciałabym Wam polecić, bywa opisywane w przewodnikach i internecie, ale mam wrażenie, że chciałabym wiedzieć na jego temat, coś innego niż przeczytałam. Bardzo długo zbierałam się na tę wycieczkę (niepotrzebnie), a potem bardzo się zdziwiłam. Mam na myśli Kamzík. Mówi się tak na wieżę telewizyjną [o wieży pisałam pod nr 5 w grudniowym zestawieniu słowackich zdjęć], będącą najwyższym punktem w mieście i najwyższą wieżą telewizyjną na Słowacji. Ciekawostką jest, że konstruktorzy stworzyli ją właśnie taką dlatego, że chcieli, by swoim kształtem przypominała butelkę wina. To co najważniejsze: Kamzík, to nazwa góry. Można na nią wjechać autobusem (właściwie dwoma, dobrze skomunikowanymi - przesiadka do już czekającego i prawie od razu odjazd, tyle że ten drugi jeździ tylko w weekendy). Brzmi może groźnie, ale cała podróż trwa... 15 minut!


Zawsze myślałam, że to wielka wyprawa, a wystarczył kwadrans i byłam na górze. Górze z której, czego za pierwszym razem się nie spodziewamy, nie ma żadnego widoku, ponieważ jesteśmy w lesie. W jednym miejscu można znaleźć prześwit, w którym wyłaniają się okoliczne góry. Obok jest bar i kolejka linowa. My jednak na razie idziemy w drugą stronę. Kilka minut stromego spaceru i oto ona - wieża. Wcale od razu jej nie widać, ale wyłania się dość szybko. I tu również zaskoczenie - jest wielka, piękna, ale ogrodzona. Żeby zobaczyć słynny widok z najwyższego punktu w mieście, trzeba wjechać na górę. Nie ma tam tarasu widokowego, jest kawiarnia. Cenowo normalna, zupa była pyszna - warto. Myślałam, że po tym, jak widziałam już Bratysławę, Austrię i Węgry z góry Slavínu, Mostu SNP (UFO) i wzgórza zamkowego, to ten widok nie zrobi na mnie wrażenia. A jednak - jest nieporównywalny.


To wciąż jednak nie wszystko. Góra, na której już się znajdujemy, daje nam teraz wiele możliwości. Możemy zejść z niej trasą autobusu - wówczas z bliska zobaczymy osiedle Koliba - niezwykle ciekawą samowolkę budowlaną - strome zbocza porośnięte winoroślą i domy stawiane jakby przy okazji. Możemy też skorzystać z tras rowerowych. Z punktu na górze jest ich kilka, w różnych kierunkach. Są dłuższe, krótsze, nie tylko strome i nie tylko typowo górskie. Można przejść je również pieszo. A kiedy się znudzimy, hop hop i w kilka chwil jesteśmy w Bratysławie, na asfalcie. Muszę przyznać, że ta bliskość przyrody i miasta robi tam na mnie niezwykłe wrażenie.

Przyroda, która zachwyca


Innego przyrodniczego odkrycia dokonałam patrząc na mapę. Pomyślałam: muszę znaleźć tu jakieś miejsce, w którym jeszcze nie byłam. I widzę bardzo zielony teren, przy rzece, blisko centrum (oczywiście). Napis głosił: Karloveské Rameno. Pojechałam. I oto, po kilku minutach podróży tramwajem znalazłam się w kolejnym lesie. Ścieżka rowerowo-piesza wzdłuż dzikiego brzegu Dunaju doprowadziła mnie do Muzeum Wodociągów - nie brzmi zachęcająco, ale na jego terenie przygotowano mnóstwo atrakcji dla dzieci - plac zabaw, gry edukacyjne, fontanny. Dalej ciągnie się kolejna ścieżka rowerowa, można nią dotrzeć do samego Devínu (ruin zamku położonych na wzgórzu przy przepięknym szerokim fragmencie Dunaju na słowacko-austriackiej granicy). W pobliżu jest również ogród botaniczny Uniwersytetu Komeńskiego.


Spacerując po centrum naszym oczom może ukazać się również Medická záhrada, czyli ogród medyczny (położony jest przy bibliotece wydziału lekarskiego i blisko szpitala). Niby nic, mały park, a jednak niezwykle klimatyczny, pełen rzeźb, z wielką fontanną i pewną ciekawą ławeczką - z daleka można by sądzić, że leżą na niej poduszki, są jednak wykonane z zupełnie innego materiału. Miejsce, w którym można rozłożyć się z kocem, usiąść na ławce, na murku, na leżaku. W Bratysławie jest wiele zielonych skwerków, ale takich parków nie spotkamy często.


Dwa miejsca, które również bardzo lubię w tym mieście, to cmentarze - Cintorín na ulicy Koziej i Ondrejský Cintorín, tuż obok Medickej záhrady. Nie brzmi to może jak atrakcja, ale są to jednak obiekty z niezwykłą historią. Klimatyczne i zielone, z wieloma naprawdę starymi nagrobkami, po których widać też historię tego miasta [o tym pisałam w poście o wszystkich nazwach Bratysławy] - w większości naszym oczom ukazują się nazwiska węgierskie i niemieckie (austriackie?), słowackich jest z pewnością najmniej. Są już raczej zabytkami, dają wytchnienie, od miasta, od słońca. Można tam również znaleźć Patrogramy.

Architektura, sztuka i wino


Moim absolutnie ulubionym miejscem w Bratysławie jest jednak budynek słowackiego radia publicznego. Właściwie to z jego powodu pojechałam do tego miasta po raz pierwszy. Nazywany jest odwróconą piramidą i jest prawdziwą perełką architektury. Powstawał w tych samych czasach, co nasz spodek i wiele innych budynków nazywanych moderną. Wpisano go już na listę zabytków, wciąż jednak działa w nim publiczne radio, więc niestety zwiedzenie nie jest dostępne dla każdego. Można jednak zobaczyć go z zewnątrz, można też wejść do holu, gdzie jest mała wystawa starych radioodbiorników. Czasem organizowane są tam również darmowe koncerty, wówczas można też odwiedzić wspaniałą salę koncertową.


Murale to mój konik [sprawdźcie profil Pole do napisu, który prowadzi Kasia!] . Oczywiście, można je znaleźć w wielu miastach. Tu jednak jest takie miejsce w centrum, gdzie znajdziemy jeden obok drugiego. To miejsce to Kamenné Námestie i jest w samym centrum Bratysławy. Pierwszy malunek, czyli lisek, na pewno Wam nie umknie. Kolejne są w pobliżu, ale trzeba chwilę poszukać. Dobrej zabawy!


Danubiana, to właściwie nie jest Bratysława. Ale właśnie z Bratysławy można odbyć 50-minutowy rejs stateczkiem po Dunaju, dzięki czemu znajdujemy się w tym niezwykłym miejscu na środku rzeki. To miejsce to galeria sztuki nowoczesnej - piękna, wielka, z ekspozycjami stałymi i zmiennymi. Z wystawą również na zewnątrz - na dachu i ścieżkach wokół czeka na nas wiele kolejnych prac. Budynek przypomina kształtem łódź i z każdej strony otoczony jest wodą. Można tam spędzić bardzo miłe kilka godzin, a żeby nie czekać na powrotny rejs - wrócić autobusem. Tę wyprawę również długo odkładałam, Was jednak zachęcam do nieodkładania.


Z Bratysławą nierozłącznie kojarzy mi się jeszcze wino. Słowacja, wbrew temu, co wydaje się wielu osobom łączącym ją wciąż z Czechami, nie słynie z piwa, słynie z wina. Miejsc, w których produkuje się ten najlepszy trunek jest kilka, oczywiście nie tylko w Bratysławie. Modra [w Modrze oprócz wina produkuje się też przepiękną ceramikę], Pezinok, Svätý Jur (wszystkie trzy miasteczka leżą bardzo blisko stolicy i warto je odwiedzić!), Topoľčianky, Nitra, czy Devín (wspominany wcześniej, będący dzielnicą stolicy) - te nazwy warto zapamiętać. U nas zamawia się wino białe albo czerwone, na Słowacji zamawia się konkretne. Kwiatowe, owocowe, z winogron albo z porzeczek - bardzo szybko można przyzwyczaić się do tego, że wino potrafi być bardzo różne i naprawdę pyszne. A przy tym jest tam po prostu tanie.

Przekonałam Was? 

Katarzyna Pilarska



Tekst powstał dzięki rezydencji literackiej w Bratysławie, 

przyznanej przez Fundusz Wyszehradzki

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, to będzie mi miło, jeśli:

✦ zostawisz tu swój komentarz 

✦ polajkujesz mój fanpage i fanpage Pole do napisu

✦ udostępnisz ten wpis swoim znajomym

Brak komentarzy:

Odwiedźcie mnie też na Instagramie @slowacystka