Czarnobyl mógł być na Słowacji - historia awarii jądrowych w Jaslovských Bohunicach - Słowacystka

13.06.2019

Czarnobyl mógł być na Słowacji - historia awarii jądrowych w Jaslovských Bohunicach

Malo brako a Jaslovske Bohunice bylyby slowackim Czarnobylem, czyli bedzie mowa o elektrowniach jadrowych na Slowacji

Ostatnio sporo się mówi o katastrofie w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Ale mało kto wie, że brakowało naprawdę niewiele, a to, co wydarzyło się w Czarnobylu, byłoby tylko tragiczną powtórką wydarzeń sprzed 10 lat ze Słowacji.


Mam dla was historię, o której mało kto wie, jednak gdyby zakończyła się niepowodzeniem, to usłyszałby o niej cały świat i pewnie już nigdy Słowacja nie byłaby pomylona z Czechami czy Słowenią. Bo naprawdę niewiele brakowało  (i to dwukrotnie), żeby wydarzenia ze Słowacji przyćmiły to co stało się w 1986 roku w Czarnobylu.

Jaslovské Bohunice miasto znajdujące się 15 km od Trnawy, które ma nieco ponad 2300 mieszkańców, do roku 1958 miasto funkcjonowało jako dwie oddzielne miejscowości - Jaslovce i Bohunice. Na terenach miasta odkryto ślady świadczące o obecności ludzi sprzed 3500 lat, a pierwsze pisemne wzmianki o mieście pochodzą z roku 1113. Jednym z nielicznych zabytków znajdujących się w tej miejscowości jest rzymskokatolicki kościół św. Michała Archanioła z 1836 roku. Przez Jaslovské Bohunice płynie potok Blava, o którym już wspominałam w poście o wszystkich imionach Bratysławy.

Co w tym miasteczku takiego wyjątkowego?


Miasteczko ma historię podobną do setek innych miejscowości na Słowacji i w całej Europie, więc pewnie nie za wiele osób by o nim słyszało, gdyby nie jeden mały szczegół - w Jaslovských Bohunicach znajduje się jedna z dwóch istniejących na Słowacji elektrowni atomowych (druga znajduje się w dziś wyludnionej miejscowości Mochovce).


Budowa elektrowni

 

Mówiąc o elektrowni atomowej w Jaslovských Bohunicach mówi się tak naprawdę o kompleksie elektrowni jądrowych, który jeszcze do niedawna składał się z bloku A-1, elektrowni V-1 (blok 1 i 2) oraz V-2 (blok 3 i 4).

W 1956 roku rząd Czechosłowacji podpisał umowę z ZSRR na budowę pierwszej elektrowni jądrowej w Czechosłowacji, już w sierpniu 1958 roku rozpoczęła się budowa bloku A-1. Blok miał koncepcję moderowanego ciężką wodą reaktora typu KS 150, którego paliwom był naturalny uran, a sam reaktor chłodzony był dwutlenkiem węgla. Blok A-1 był użytkowany od października 1972 do lutego 1977, wtedy też został wyłączony z eksploatacji i stopniowo rozbierany.

Kiedy ruszała pierwsza elektrownia A1, w 1972 roku rozpoczęto budowę elektrowni V-1 o mocy 2 x 440 MW, opartej o znacznie nowocześniejsze i wydajniejsze reaktory WWR 440 V 230, w których paliwem jest dwutlenek uranu, wzbogacony 2,5 proc. dodatkiem izotopu U235 moderowany, jak i chłodzony wodą. Przerwa w produkcji energii atomowej na Słowacji trwała więc tylko 2 lata. W 1978 roku rozpoczął pracę pierwszy blok, a w dwa lata później drugi blok. Budowę elektrowni V-2 o analogicznych parametrach rozpoczęto w 1976 roku wykorzystując zmodernizowane reaktory WWR 440 V 213. Trzeci blok ruszył w 1984, a czwarty - w 1985 roku. [1] 

Obecnie pracuje tylko blok 3 i 4, czyli elektrownia V-2, bo bloki 1 i 2 należące do elektrowni V-1 zostały wyłączone odpowiednio w 2006 i 2008 roku na mocy umowy wstąpienia Słowacji do Unii Europejskiej. Dopiero w październiku 2018 roku rozebrano kominy chłodzące należące do bloków 1 i 2, dlatego jeszcze na starszych fotografiach można zobaczyć 8 kominów.


Kłopotliwy reaktor KS 150


W elektrowni A-1 wykorzystano zupełnie nowy typ reaktora, w którym chciano sprawdzić możliwości naturalnego (niewzbogacanego) uranu. Reaktor KS 150 został zaprojektowany w ramach czechosłowacko-radzieckiej współpracy, jednak znając zbyt dobrze historie różnych  „współpracy z Sowietami” można się domyślać, że całą technologię opracowali Rosjanie. Specyfikacja techniczna tego doświadczalnego reaktora wyglądała następująco:

Zbiornik reaktora i elementy rdzenia wewnętrznego, oprócz elementów paliwowych, zostały wyprodukowane przez zakład Škoda w Pilźnie. Paliwo umieszczono w reaktorze w 148 kanałach, a sama konstrukcja reaktora pozwoliła na wymianę paliwa tylko podczas jego pracy. W reaktorze umieszczono również 40 prętów kontrolnych. Elementy paliwowe zostały wykonane z metalu uranowego i zaopatrzone w pseudo-stopy magnezu i berylu. Strefa aktywna miała średnicę 3,56 metra i wysokość 4,0 m. Zawierała 24,6 ton naturalnego uranu. Cały reaktor miał wtedy 20,1 m wysokości i średnicę 5,1 m. Grubość jego ścian wynosiła od 150 mm do 600 mm.

Ciężka woda, której w reaktorze było 57,2 ton, służyła jako moderator, a reaktor chłodzono dwutlenkiem węgla. Gaz chłodzący dostawał się do reaktora pod ciśnieniem 6,5 MPa i o temperaturze 112°C, po jego opuszczeniu miał ciśnienie 5,5 MPa i temperaturę 426°C. W ciągu sekundy przez reaktor przepływało 1576 kg gazu chłodzącego. [2]

Od samego początku pracy bloku A-1 bardzo często dochodziło w nim do różnych usterek, które nigdy nie pozwoliły na osiągnięcie pełnej mocy elektrowni. Sam reaktor wielokrotnie był wyłączany, a cała konstrukcja elektrowni często okazywała się nieszczelna. Jednak z usterkami dawano sobie jakoś radę.&

Do czasu...

Był rok 1976, blok A-1 działał już jakieś 3,5 roku

 

5 stycznia 1976 Viliam Pačes wraz z dwoma kolegami wymieniał w reaktorze paliwo, które musiało być wymieniane podczas pracy reaktora. Przy wymianie zespołu paliwowego źle zamknięto zatyczkę uszczelniającą wkład paliwowy (później okazało się, że zatyczka ta była już wcześniej uszkodzona). Ogniwo nie wytrzymało ciśnienia i wystrzeliło w powietrze, trafiło w żuraw służący do wymiany ogniw, a następnie się rozbiło uderzając o podłogę. Wskutek niezamkniętego kanału technologicznego chłodziwo zamiast do reaktora trafiało do sali reaktora

Zawyły syreny. Pomieszczenie szybko wypełniło się gęstą mgłą - dwutlenkiem węgla. Nastała panika. Pracownicy musieli szybko uciekać, inaczej by się zadusili.

Była pora obiadowa i większość pracowników była poza blokiem głównym. Jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia,  bo cięższy od powietrza dwutlenek węgla „zalał” pomieszczenia znajdujące się niżej. Wskutek awarii dwaj likwidatorzy odpadu jądrowego Izidor Ferech i Libor Benda, którzy pracowali pod salą reaktora - udusili się. Poważnie podtruta była także sprzątaczka Štefánia Fančovičová.

Szacuje się, że w ciągu 30-60 minut całe chłodziwo uszłoby ze zbiornika, a temperatura reaktora wzrosłaby do tego stopnia, że topić by się zaczęły pozostałe ogniwa paliwowe, co mogło doprowadzić do wybuchu porównywalnego do tego, który miał miejsce w Czarnobylu.[3]


Minuty od tragedii


Sprawę z powagi sytuacji zdawali sobie pewnie wszyscy, ale tylko Milan Antolík i Viliam Pačes zareagowali trzeźwo i szybko, ryzykując przy tym swoje życie. Milan Antolík po latach wspomina te wydarzenia:

Przygotowywaliśmy się do obiadu, kiedy nagle usłyszeliśmy ogromny huk. Wybiegliśmy z biura, które znajdowało się tuż pod salą, i pobiegliśmy na mostek, skąd wożono paliwo do sali reaktora. Na mostku widzieliśmy już gęstą mgłę, wyciekający dwutlenek węgla. Usłyszeliśmy krzyk „chłopcy uciekajcie”, więc biegliśmy. Ale na końcu korytarza coś mnie zatrzymało, pomyślałem - na miłość boską, moi przyjaciele tam są, może coś im się stało. Znałem ich dobrze, z niektórymi chodziłem na ryby. Wtedy zawróciłem i pobiegłem na schody prowadzące do sali reaktora, ale gdy tylko tam wszedłem, moje gardło nagle zacisnęło się w połowie oddechu. Było tam tak silne stężenie dwutlenku węgla, że ​​nie można było oddychać. Ale na schodach zobaczyłem kolegę, który był zdezorientowany i się dusił. Wróciłem na korytarz, wziąłem głęboki oddech i pobiegłem po niego, udało mi się zaprowadzić go w bezpieczne miejsce.

Pobiegłem do szatni, był już tam Vilo Pačes z aparaturą tlenową ubrany w kombinezon chemiczny, powiedział - idziemy do sali. Najpierw wyszliśmy bez przyrządów pomiarowych, jako dozymetrysta wróciłem po urządzenie, aby sprawdzić, jaka jest tam aktywność. Przy głównym wejściu radiacja była tak wysoka, że ​​miernik nie był w stanie jej zmierzyć. Dlatego musieliśmy użyć innego wejścia. W sali reaktora widzieliśmy roztrzaskane ogniwo paliwowe, które w pierwszej kolejności musiało zostać posprzątane, żebyśmy mogli zbliżyć się do otwartego kanału i go uszczelnić, aby zapobiec dalszemu wyciekowi dwutlenku węgla.

Później zastanawiałem się, co mnie w ogóle zagnało do tego. Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć, niż strachem z tego, co może się zdarzyć. W tym czasie miałem troje małych dzieci, młodą żonę, miałem 28 lat. Martwiłem się również o przyjaciół, o znajomych. Nie było w tym żadnego heroizmu.[4]

Na szczęście, misja ratunkowa zakończyła się powodzeniem, Antolíkowi i Pačesowi udało się uszczelnić kanał technologiczny, dzięki czemu reaktor się nie przegrzał. Gdyby było inaczej, wszyscy by o tym dobrze wiedzieli.

Ponieważ rozbite ogniwo paliwowe było nowe, nie doszło do znaczącego skażenia radioaktywnego i narażenia życia ludzi. Jak się później okazało bohaterowie tej awarii, którzy uchronili Słowację przed niewyobrażalną katastrofą, dostali „tylko” tygodniową dawkę napromieniowania, dzięki czemu obyło się bez żadnych konsekwencji.

Kilka gramów do katastrofy


Kontrola przeprowadzona po wydarzeniu z 5 stycznia 1976 roku ustaliła, że rdzeń systemu paliwowego nie został uszkodzony i po drobnych naprawach elektrownia pracowała dalej.

Zdecydowanie większa i poważniejsza awaria w bloku A-1 nastąpiła rok po opisanych wyżej wydarzeniach. I choć jej przebieg był mniej dramatyczny, to skutek mógł być katastrofalny:

Drugi wypadek w bloku A-1 miał miejsce 22 lutego 1977 roku, kiedy wymieniano ogniwo paliwowe. Podczas przygotowywania świeżego ogniwa paliwowego pracownicy zauważyli, że torebka z żelem krzemionkowym [silicagel - przyp. Słowacystka], która została włożona do ogniwa jako pochłaniacz wilgoci na czas jego przechowywania, została rozerwana, a kulki żelu krzemionkowego rozsypały się w środku wkładu paliwowego. Pracownicy „odkurzyli” ogniwo, ale nie zauważyli, że kilka granulek utknęło w środku. Po wprowadzeniu zespołu paliwowego do reaktora gaz chłodzący nie mógł swobodnie przepływać, co doprowadziło najpierw do lokalnego przegrzania, a następnie do stopienia prętów paliwowych i spalenia rury moderatora zbiornika ciężkiej wody. W rezultacie moderator (ciężka woda) przeniknął do pierwotnego obwodu i w rezultacie gwałtownie zwiększył wilgotność, co z kolei doprowadziło do szybkiego uszkodzenia paliwa zawartego w reaktorze. Obwód pierwotny był silnie zanieczyszczony produktami rozszczepienia, podczas gdy obwód wtórny był częściowo zanieczyszczony z powodu wycieków z generatora pary. [2]

Wzrost temperatury wewnątrz reaktora zaniepokoił obsługę elektrowni, która szybko postanowiła odłączyć reaktor, jak się później okazało, już na zawsze. Uszkodzenia były na tyle poważne, że  dalsza eksploatacja reaktora była niemożliwa a samo usunięcie awarii na tamte czasy było technicznie niewykonalne.

Kolejny raz Słowacja była o krok od tragedii porównywalnej z Czarnobylem. Wypadek ten został sklasyfikowany jako 4 stopień w 7-stopniowej Międzynarodowa skala zdarzeń jądrowych i radiologicznych INES (wydarzenia z Czarnobyla to ostatni 7 stopień).

Po tej awarii blok został zamknięty i od roku 1979 był w likwidacji. Na mocy umów z Sowietami paliwo jądrowe zostało odesłane do ZSRR (co ciekawe - odsyłanie paliwa zakończono dopiero w 1999 roku [5]). Od 1990 roku Słowacy mieli odpowiednie technologie i możliwości składowe, żeby zacząć likwidować cały blok elektrowni. Do rozbiórki rdzenia elektrowni dojdzie najprawdopodobniej po 2025 roku. Szacuje się, że cała likwidacja bloku A-1 potrwa do około 2050 roku.[5]


Tajemnica państwowa


Oczywiście wszelkie usterki i obie awarie były ściśle strzeżoną tajemnicą państwową.

Po awarii w 1976 roku wszyscy pracownicy zostali przesłuchani przez bezpiekę i policję kryminalną. Antolík wspomina, że wszystkie pytania policjantów były skierowane na poszukiwanie winnego. Były naciski, żeby znaleźć sabotażystę wewnątrz zakładu i „zwalić” awarię na celowe działanie, bo przecież nie było możliwe, aby radziecka technologia zawiodła.

Większość obywateli byłej Czechosłowacji o awariach dowiedziała się po upadku komunizmu, część z nich nawet nie wiedziała o istnieniu elektrowni jądrowej A-1.

Dopiero po czarnobylskiej tragedii wszyscy, którzy wiedzieli o  wydarzeniach z 1976 i 1977 roku, tak naprawdę zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, co mogło się stać, gdyby zabrakło tych kilku minut i reaktor by się przegrzał. Dlatego Milan Antolík i Viliam Pačes w roku 1987 dostali odznaczenia za zasługi w rozwoju i budowie społeczeństwa socialistycznego, jednak po rewolucji wszystkie komunistyczne odznaczenia zostały unieważnione.

1 stycznia 2008 roku prezydent Ivan Gašparovič odznaczył obu bohaterów wydarzeń z 1976 roku Krzyżem Milana Rastislava Štefánika III. klasy za ratowanie życia ludzkiego i znacznych wartości materialnych przy jednoczesnym narażeniu własnego życia. [4]

Obecna sytuacja


Jakie dokładnie skutki na okolicę miały obie awarie tego nie wiadomo, bo nawet jeśli były prowadzone jakieś badania, to ich wyniki nigdy nie ujrzały światła dziennego. Obecnie praca obu elektrowni jądrowych na Słowacji podlega ścisłej kontroli, pilnowane są stężenia pierwiastków radioaktywnych w szerokim otoczeniu reaktorów. Regularnie prowadzone są także badania, których wyniki nie wskazują żadnych alarmujących wartości:

Próbki gleby, które badano wokół Jaslovských Bohunic wskazują na bardzo niskie wartości cezu. Skażenie wód podziemnych w okolicy bloku A-1 jest długotrwale i regularnie monitorowane a jego stan jest obecnie ustabilizowany. Badania naukowe, które zajmowały się ilością zachorowań na raka w okolicach Jaslovských Bohunic w latach 1980-1990, nie wskazują żadnej zwiększonej zachorowalności na raka czy przyspieszonej dynamiki rozwoju tej choroby.[6]

Dzisiaj elektrownie atomowe są znacznie bardziej zaawansowane technicznie i bezpieczniejsze, oczywiście jeśli zachowa się wszelkie procedury. Dyrektorka Urzędu Kontroli Jądrowej Republiki Słowackiej, Marta Žiaková mówi: „Każda ludzka działalność może przynieść korzyści, ale jeśli jednocześnie nie będą przestrzegane zasady, taka czynność może mieć dla człowieka bardzo negatywne skutki.” [7]

Obecnie około 55 procent energii na Słowacji pochodzi z elektrowni jądrowych. W przyszłości planuje się budowę kolejnych bloków w obu słowackich elektrowniach atomowych.

A co do rektora KS 150 pracującego w bloku A-1, to po latach wielu naukowców otwarcie mówi, że Czechosłowacja była królikiem doświadczalnym w rękach ZSRR.



Jeśli spodobał Ci się mój wpis, to będzie mi miło, jeśli:

✦ zostawisz tu swój komentarz 

✦ polajkujesz mój fanpage 

✦ udostępnisz ten wpis swoim znajomym



Podczas pisania tego artykułu korzystałam z:
[1] Balcewicz, Jacek: Wyłączenie, które może wstrząsnąć. W: gigawat.net.pl, artykuł dostępny online, dostęp 06.06.2019

[2] Jaslovské Bohunice. W: jaderneinfo.webnode.cz, artykuł w j. czeskim dostępny online, dostęp 07.06.2019 [przekład własny]
[3] Uplynulo 40 rokov od vážnej havárie v Jaslovských Bohuniciach. W: aktuality.sk, artykuł w j.słowackim dostępny online, dostę 06.06.2019 [przekład własny]
[4] Piško, Michal; Korda, Eugen: Černobyľ mohol byť u nás, W: sme.sk, artykuł w j. słowackim dostępny online, dostęp 07.06.2019 [przekład własny]
[5] Ako vyradiť jadrovú elektráreň guľôčkami. W: svetplnyenergie.cz, artykuł w j.słowackim dostępny online, dostęp 07.06.2019 [przekład własny]
[6] Ušáková, Diana: Dopady jadrovej elektrárne Jaslovské Bohunice na životné prostredie. Bakalářská práce. Univerzita Karlova v Praze, Přírodovědecká fakulta, Ústav pro životní prostředí, Praha 2014, s.27 i 32. Praca w j.słowackim dostępna online, dostęp 07.06.2019 [przekład własny]
[7] „Sme v strehu aj pred ľuďmi, ktorí sú príliš zvedaví,“ hovorí šéfka jadrového dozoru o možnej katastrofe v elektrárni. W: zivot.pluska.sk, artykuł w j.słowackim dostępny online, dostęp 06.06.2019 [przekład własny] Jediná jadrová havária na Slovensku má už 40 rokov. W: venergetike.sk, artykuł w j.słowackim dostępny online, dostęp 06.06.2019
Havária jadrovej elektrárne A1. W: wikipedia.org, artykuł w j.słowackim dostępny online, dostęp 08.06.2019

3 komentarze:

  1. O proszę, bardzo ciekawy temat, mało kto porusza go od tej strony. Sporo się dowiedziałem

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam o tym zielonego pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w rodzinie osobę, która właśnie odczuła na swoim zdrowiu tą katastrofę.. niestety skutki nieodwracalne :(
    oby nigdy więcej takich!

    OdpowiedzUsuń

Odwiedźcie mnie też na Instagramie @slowacystka