Bratysława ma swój zamek, Dunaj i... Podglądacza. Od niemal 30 lat z kanału na rogu ulic Panskiej i Laurinskiej spogląda na przechodniów uśmiechnięty mężczyzna w brązowej czapce. Kim naprawdę jest Čumil?
Wyobraźcie sobie gorący lipcowy wieczór 1997 roku. Ulice bratysławskiej Starówki tętnią życiem bardziej niż zwykle. Trwa „Korzo party” – wielkie święto z okazji odrestaurowania deptaków w centrum. W tłumie, wśród 30 tysięcy ludzi, przechadza się prezydent kraju, gra muzyka, a na rogu ulic Laurinskiej i Panskiej dzieje się coś dziwnego.
Z kanału ściekowego wychyla się uśmiechnięty mężczyzna w charakterystycznej czapce. Nie, to nie awaria wodociągów. To Čumil – postać, która w ciągu niespełna 30 lat stała się ikoną Bratysławy, równie rozpoznawalną jak zamek na wzgórzu.
Kim on właściwie jest?
Jeśli kiedykolwiek czytaliście zagraniczne przewodniki, mogliście natknąć się na informację, że to żołnierz w hełmie albo robotnik kanalizacyjny po ciężkiej zmianie. Nic bardziej mylnego!
To, co zagraniczni turyści biorą za hełm, to w rzeczywistości budajka – popularna na Słowacji wełniana czapka z wywiniętym mankietem. Budajka to jeden z symboli Aksamitnej Rewolucji, nazwana została po Jánie Budaju, który taką nosił podczas protestów. Po 1989 roku taka czapka stała się kultowym element słowackiej garderoby tamtych lat i nosili ją wszyscy. Čumil zatem to po prostu miejski, ciekawski podglądacz, który wyłonił się na chwilę, by popatrzeć na przechodniów i nacieszyć się atmosferą miasta.
Autor rzeźby, akademicki rzeźbiarz Viktor Hulík, od lat cierpliwie prostuje te legendy. Čumil (co po słowacku oznacza po prostu „Podglądacz” lub „Gap”) to postać całkowicie anonimowa. Nie reprezentuje żadnego zawodu ani konkretnej osoby.
Autor chciał po prostu stworzyć postać, która odzwierciedlałaby spokój, uśmiech i dobry nastrój, jakie panowały na bratysławskim Starym Mieście, gdy był młody. Viktor Hulík kiedyś w jednym z wywiadów przyznał, że lubi zatrzymywać się przy rzeźbie i słuchać opowieści przewodników oraz opinii zwiedzających.
Mimo jasnych deklaracji autora wyobraźnia turystów nie zna granic i wokół Čumila narosło mnóstwo barwnych legend.
Magiczna moc „budajki”
Spacerując
po Bratysławie, szybko zauważycie, że czubek czapki Čumila lśni w
słońcu znacznie mocniej niż reszta brązu. To zasługa tysięcy dłoni,
które codziennie go dotykają.
Zgodnie z miejską legendą,
dotknięcie czapki Čumila przynosi szczęście.
Choć, prawdę mówiąc, nikt nie wie, kto i dlaczego wymyślił ten rytuał, to stał się on obowiązkowym punktem każdej wycieczki. Sam Čumil zdaje się tym w ogóle nie przejmować – od 1997 roku niezmiennie opiera brodę o krawężnik i z figlarnym uśmiechem obserwuje buty turystów.
Kryminalne zagadki Bratysławy, czyli kiedy Čumil znika
Bycie najpopularniejszą rzeźbą w mieście to nie tylko błysk fleszy, ale i niebezpieczeństwa. Życie Čumila bywa dość burzliwe!
Kilka razy ucierpiał w starciu z... cofającymi samochodami.
Wyobraźcie sobie zdziwienie turystów i mieszkańców, którzy pewnego listopadowego poranka 2018 roku zatrzymali się w miejscu, gdzie zazwyczaj błyskają flesze aparatów. Tam, gdzie zawsze wystawała uśmiechnięta głowa w wełnianej czapce, ziała... głucha, czarna dziura.
W mediach społecznościowych zawrzało. „Ukradli go!”, „Padł ofiarą wandali!” – krzyczały posty. Strach był uzasadniony, bo bratysławskie rzeźby nie mają lekko. Zaledwie kilka tygodni wcześniej ktoś próbował siłą wyrwać z posad napoleońskiego żołnierza na Rynku Głównym. Czyżby Čumil, ten poczciwy miejski duch, przegrał starcie z brutalną siłą?
Prawda okazała się jednak bardziej prozaiczna, choć niepozbawiona dreszczyku emocji. Podczas rutynowego patrolu straż miejska zauważyła, że z Čumilem dzieje się coś niedobrego. Ktoś przy nim majstrował, próbując go przesunąć, a wiekowe mocowania, nadgryzione zębem czasu i korozji, niemal puściły.
Aby ratować miejski skarb przed prawdziwą kradzieżą, służby podjęły szybką decyzję: „Ewakuujemy go!”. I tak oto Čumil, zamiast w ręce złodziei, trafił... na komisariat. A potem pod opiekę konserwatorów miejskich. Po kilku dniach „odpoczynku” i wzmocnieniu konstrukcji, wrócił na posterunek – ku uldze wszystkich tych, którzy już zaczęli opłakiwać jego stratę.
Čumil to nie krzesło! O odrobinie szacunku dla legendy
Pozowanie z rzeźbą to jedno, ale siadanie na niej w dwuznacznych, wyzywających pozach (tak, zdarzały się zdjęcia z nogami rozłożonymi nad głową Čumila!) to dla Słowaków zdecydowana przesada. Fala krytycznych komentarzy, która zalała internet, nie pozostawiła suchej nitki na autorce zdjęcia. „IQ = 0”, „To nie jest krzesło, tylko symbol miasta” – to jedne z łagodniejszych opinii.
Słowacy traktują swojego Podglądacza z dużą sympatią i uważają, że mimo swojej „ulicznej” natury, zasługuje on na szacunek. Pamiętajcie więc o tym, planując swoje pamiątkowe zdjęcie – Čumil chętnie „popilnuje” Waszego uśmiechu, ale niekoniecznie chce służyć za hoker!
Epidemia plagiatów: Čumil wyrusza na Wschód
Sukces ma wielu ojców, a w przypadku Čumila – całe mnóstwo kopistów. Okazuje się, że bratysławski Podglądacz stał się ofiarą... własnej popularności. Jak grzyby po deszczu, w Rosji, na Ukrainie i na Białorusi zaczęły pojawiać się łudząco podobne rzeźby.
Od Moskwy, przez Jekaterynburg, aż po syberyjski Omsk – wszędzie tam z kanałów wyłaniają się „brązowi hydraulicy”. W Omsku postać ta zyskała nawet imię „Mechanik Stiepanicz”. Historia głosi, że tamtejszy mer tak zachwycił się wizytą w Bratysławie, że po powrocie kazał odlać sobie własnego Čumila.
Co ciekawe, aby nieco uciszyć sumienie i usprawiedliwić ewidentny plagiat, rosyjscy fani „sobowtórów” zaczęli dorabiać do nich własne, niemal martyrologiczne historie. Jedna z nich głosi, że rzeźba ma upamiętniać ludzi, którzy po II wojnie światowej wychodzili z kanałów – swoich wojennych schronów – by wreszcie uśmiechnąć się do słońca. Nie zmienia to faktu, że sobowtóry żyją własnym życiem – w Omsku wierzy się, że przytulenie ichniejszego hydraulika chroni przed... awariami kanalizacji w domu!
Autor oryginału, Viktor Hulík, nie kryje irytacji i sprawę kwituje krótko:
Hulík stoczył już niejedną batalię o prawa autorskie, doprowadzając m.in. do usunięcia kopii z dwóch miast na Białorusi. Jego zdaniem Čumil jest wyjątkowym symbolem Bratysławy i tak powinno pozostać.
Dlaczego go kochamy?
Čumil jest dowodem na to, że sztuka miejska nie musi być pompatyczna, by stać się symbolem. Razem ze swoimi „kolegami” z bratysławskich ulic – takimi jak elegancki Schöne Náci czy Żołnierz Napoleoński oparty o ławkę na Rynku Głównym – nadaje miastu ludzką twarz.
📍 Nazwa atrakcji: Čumil
🗺️ Lokalizacja: Panská 251/1, Bratysława, zachodnia Słowacja
🕒 Godziny otwarcia: całodobowo
🚌 Dojazd: w okolicy znajduje się kilka płatnych parkingów, najbliższy przystanek tramwajowy nazywa się Jesenského i do rzeźby jest stąd około 160 metrów.
A Wy? Macie już zdjęcie z najsłynniejszym słowackim obserwatorem? A może znacie inną legendę o tym, co Čumil robi pod ziemią? Dajcie znać w komentarzach!

Brak komentarzy: