Jeśli byliście kiedyś w Bojnicach, prawdopodobnie ją widzieliście — majestatyczną lipę rosnącą tuż obok bajkowego zamku. To właśnie Lipa króla Macieja, jedno z najsłynniejszych drzew na Słowacji.
Obwód pnia tego drzewa jest imponujący i wynosi ponad 12 metrów. Stoi na honorowym miejscu w parku przy bojnickim zamku i co roku przyciąga setki, jeśli nie tysiące turystów. Według tablicy informacyjnej i licznych legend zasadził ją w 1301 roku Mateusz Czak [Matúš Čák Trenčiansky]. Król Maciej Korwin, o którym wiadomo, że lubił przebywać w Bojnicach, chętnie organizował pod nią wielkie uczty i narady, podczas których podpisywał pod jej konarami ważne królewskie dokumenty.
Brzmi pięknie. Problem w tym, że to głównie... lipa. 😉
Legenda kontra historia
Historia tej lipy to przykład, jak bardzo potrafimy kochać romantyczne opowieści – nawet jeśli nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Według Marka Púčika, historyka i archiwisty z Muzeum w Bojnicach, nie ma żadnych dowodów na to, że lipa ma aż 700 lat. Najstarsza wzmianka o niej pochodzi z 1726 roku, kiedy to opisywano ją już jako dwa zrośnięte pnie. Najprawdopodobniej drzewo wyrosło samoistnie w XVI wieku w pobliżu ówczesnych stawów rybnych – i to właśnie one zapewniły mu świetne warunki do wzrostu. W 1984 roku, gdy jeden ze stawów został czasowo osuszony, lipa zaczęła gwałtownie więdnąć. To również wskazuje, jak bardzo jest zależna od lokalnego mikroklimatu.
To nie znaczy, że drzewo nie jest wiekowe. Wręcz przeciwnie — to jedno z najstarszych drzew na Słowacji. Ale twierdzenie, że ma ponad 700 lat, nie ma żadnego potwierdzenia w faktach.
W cieniu tej lipy od kilkunastu lat rośnie inne drzewo. Czy zauważyliście je?
Nie jest tajemnicą, że lipa króla Macieja, która ma szacowny wiek, najwyraźniej osiągnęła już swój biologiczny limit wieku. Dlatego botanicy postanowili wyhodować jej potomstwo przy użyciu skomplikowanych technologii biotechnologicznych. Rezultatem jest identyczna genetycznie roślina, wyhodowana z rośliny macierzystej.
„Córkę” lipy króla Macieja osobiście zasadził 27 października 2005 r. ówczesny prezydent Republiki Słowackiej - Ivan Gašparovič.
A co z królem Maciejem?
Postać Macieja Korwina jest barwna, pełna politycznego sprytu i militarnych ambicji. Bojnice rzeczywiście przeszły w jego ręce w 1485 roku, ale król zmarł już pięć lat później. Ostatnie lata życia spędził prowadząc kampanie wojenne w Austrii i nie ma żadnych dowodów, że kiedykolwiek był w tym miejscu. A nawet gdyby jakimś cudem był tu przejazdem, to i tak listy królewskie nie były podpisywane pod drzewami, tylko w kancelariach, z zachowaniem formalnych reguł. Co więcej, w zachowanych dokumentach nie ma ani jednego królewskiego dekretu wydanego w tym miejscu – a zachowało się ich około 15 tysięcy.
Ponadto, w czasach, gdy rzekomo odbywały się tu królewskie uczty, u stóp zamku nie było parku, tylko zabudowania gospodarcze: kuźnie, warsztaty, stajnie, piwnice z winem. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś zapraszałby dostojników królestwa na narady i biesiady przy stajni.
Od Rákoczego po Matúša Čáka
Mało kto wie, że zanim drzewo zyskało miano Lipy króla Macieja, nazywano je inaczej – w XIX wieku funkcjonowało jako lipa Rákoczego, na cześć przywódcy antyhabsburskiego powstania, Franciszka II Rákoczego. Później, za sprawą słowackich romantycznych autorów Gustáva Zechentera-Laskomerskiego czy Viliama Paulíny Tótha, zaczęto drzewo łączyć z Matúšem Čákiem Trenčianskim.
Nazwa Lipa króla Macieja upowszechniła się dopiero na początku XX wieku. Wtedy najprawdopodobniej legenda tego drzewa zaczęła żyć własnym życiem. Jak w zabawie w głuchy telefon — ktoś coś dopowiedział, ktoś inny ubarwił, trzeci zapisał to jako „lokalną tradycję”.
Skąd ta potrzeba nadawania drzewu tak podniosłej tożsamości? Najpewniej stąd, że dobrze osadzona legenda potrafi uatrakcyjnić każde miejsce. Turysta bardziej się zachwyci, jeśli powie mu się, że stoi pod tym samym drzewem, pod którym królowie podejmowali decyzje o losach królestwa. To lepszy materiał na kartkę pocztową niż „zrośnięte przypadkiem lipy przy dawnych zabudowaniach gospodarczych”.
Czy prawda odbiera magię?
Absolutnie nie. Prawda o bojnickiej lipie jest może mniej romantyczna, ale wciąż fascynująca. To drzewo przetrwało kilka stuleci, było świadkiem przemian architektonicznych, zmian właścicieli zamku i całej historii regionu. W XVII wieku stało się elementem nowo powstałego parku barokowego, otoczono je drewnianym ogrodzeniem i ustawiono wokół ławki — według przekazów, mogło na nich usiąść nawet 50 osób.
Dziś trudno precyzyjnie określić jej wiek — lipy są miękkie, podatne na butwienie, a metody takie jak liczenie słojów czy datowanie radiowęglowe nie dają tu wiarygodnych rezultatów. To czyni ją jeszcze bardziej tajemniczą. I choć legenda o królu Macieju to tylko legenda, nie odbiera to lipie wyjątkowości.
Lipa króla Mateja jest cennym zabytkiem i ważnym pod względem botanicznym drzewem, objętym ochroną państwową. Ale warto wiedzieć, gdzie kończy się historia, a zaczyna bajka. I może właśnie to połączenie jest najpiękniejsze: stare drzewo, które naprawdę wiele widziało, choć niekoniecznie to, co opowiadają przewodnicy.
📍 Nazwa atrakcji: Lipa kráľa Mateja (Lipa króla Macieja)
🗺️ Lokalizacja: Bojnice, środkowa Słowacja
Zámok a okolie 1, 972 01 Bojnice
🕐 Godziny otwarcia: lipa znajduje się w parku, jest dostępna całorocznie
🚗 Dojazd: ok. 500 metrów jest przystanek autobusowy: Bojnice Námestie, w okolicy znajduje się kilka płatnych parkingów
Chcesz więcej takich historii z pogranicza legendy i faktów? Śledź blog slowacystka.pl — opowiadam tu o Słowacji, jakiej nie znajdziesz w przewodnikach.


Brak komentarzy: