Czego Dante nie widział? - „Ucieczka z Auschwitz” Alfréda Wetzlera [zapowiedź] - Słowacystka

14.01.2021

Czego Dante nie widział? - „Ucieczka z Auschwitz” Alfréda Wetzlera [zapowiedź]

27.01 to rocznica wyzwolenia Auschwitz. W ten dzień wydawnictwo Marginesy przybliża nam historię nieznanego bohatera -  Alfréda Wetzlera, który wraz z Rudolfem Vrbą uciekł z tej fabryki śmierci i powiedział o niej światu.

 
Sfabularyzowana prawdziwa historia dwóch Słowaków - Alfréda Wetzlera i Rudolfa Vrby (właściwie Waltera Rosenberga), którzy 7 kwietnia 1944 roku uciekli z obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Uciekinierzy zabrali ze sobą dokumenty potwierdzające istnienie nazistowskiej fabryki śmierci, kilka dni później udało im się poinformować o okropnościach Auschwitz żydowskich urzędników w Żylinie  i spisać szczegółowy raport na temat funkcjonowania obozu. Dzięki ich niedocenionemu heroizmowi udało się uratować kilkadziesiąt tysięcy żyć.
 
W 76 rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz wydawnictwo Marginesy przygotowało premierę książki Alfréda Wetzlera Ucieczka z Auschwitz. Historia protokołu z Auschwitz.

Na stronie wydawnictwa czytamy[1]:

Wiosną 1944 roku, po niemal dwóch latach nieustającego strachu, głodu, bestialskich mordów i nieludzkiego traktowania, dwóch słowackich Żydów [Alfréd Wetzler i Rudolf Vrba - przyp. Słowacystka] uciekło z Auschwitz. Zabrali ze sobą dokumenty – plany obozu, krematoriów i komór gazowych, spisy tysięcy ludzi skazanych na śmierć tylko dlatego, że urodzili się w niewłaściwym kraju lub niewłaściwej rodzinie. Obaj wiedzieli, że bez twardych dowodów nikt nie uwierzy w to piekło na ziemi. Najbardziej przekonująca okazała się etykieta zerwana z kanistra z cyklonem B, początkowo służącego do odkażania baraków i odzieży, później używanego do szybkiej i efektywnej eksterminacji więźniów.

Dzięki nim świat po raz pierwszy zyskał niepodważalne dowody na koszmar panujący za pilnie strzeżonym ogrodzeniem z drutu kolczastego.

Ucieczka z Auschwitz to sfabularyzowane – ale nadal w pełni prawdziwe – wspomnienia Alfréda Wetzlera z lat katorgi. Fragment historii ludzkości, o którym wszyscy chcieliby zapomnieć, ale każdy ma obowiązek pamiętać. Wstrząsające świadectwo zła oraz dowód ludzkiej siły, wiary i niezłomności.

 
Oryginał książki został opublikowany na Słowacji pod tytułem Čo Dante nevidel w 1964 roku. Wetzler pisząc książkę użył imienia, które widniało na jego fałszywych dokumentach, które zdobył po ucieczce z Auschwitz - Jozef Lánik. Dopiero piąte słowackie wydanie, które ukazało się w 2009 roku, wydane zostało pod jego prawdziwym nazwiskiem i było uzupełnione o protokół, który spisali Wetzler i Vrba.
Słowacki krytyk literacki Alexander Matuška pisał o tej książce, że jest to najlepsza powieść w swoim gatunku, z kolei słowacki historyk Ivan Kamenec o Wetzlerowi mówił,  że jest to „niechciany bohater”, dzięki któremu świat po raz pierwszy dowiedział się o tym, co się dzieje w Auschwitz. 
 
Wielkanoc, kwiecień, rok 1942.
Rok 1942 według kalendarza gregoriańskiego, 5702 według żydowskiego, kilkumiliardowy według badań kosmosu i Ziemi. Słońce uśmiecha się wysoko na błękitnym niebie, ziemia wydycha bruzdami wyrazisty, odurzający zapach. Pachnie ziemia i pachnie trawa. Co jakiś czas zrywa się wietrzyk, szumi kojąco. 
Jest nasycony gęstą, parną wonią gleby, trawy, żywicy i drzew obsypanych kwiatami. 
Dziś słońce na błękitnym niebie uśmiecha się zapewne wszędzie, tylko nie tutaj. Tu jest zachmurzone. Chmura wdarła się do oczu i dusz setek Żydów. Stoją w szeregu, słuchają przemowy, jaka im się nawet nie śniła; słowami zostają ograbieni z ojczystego nieba, pól, łąk, zapachu ziemi, z podwórek, żon, sióstr, dzieci, matek, babek i dziadków.
– ...wyjeżdżacie do pracy – kontynuuje zastępca komendanta obozu w Seredi, zgarbiony, niemrawy mężczyzna. Pod jego załzawionymi oczami wiją się fioletowe żyłki. – Wszystko jest tam dla was przygotowane. Nie ma powodu do paniki, przecież traktujemy was jak należy, jak ludzi. Tam będzie tak samo. Bez obaw! Każdy będzie robić swoje: szewc szyć buty, lekarz leczyć. Czyli każdy zostanie przy swoim fachu. Za pracę gwarantujemy wam wikt, opierunek i pensję, żebyście mogli sobie kupić, co wam będzie potrzeba. I będziecie wszyscy razem. Odpracujecie swoje i za pół roku, góra rok, wrócicie. – Słowa brzmią nieprzekonująco, można w nich wyczuć źle skrywaną kpinę. – Mam nadzieję, że to dla was jasne. Jesteście zdrowi, prawda? To nie bójcie się pracy! Ktoś z nas przyjedzie sprawdzić, jak wam się powodzi...
Przy głównej bramie zatrzymała się škoda (nad prawym reflektorem ma podwójny biały krzyż na błękitnym polu) i wytrwale trąbi.
Zgarbiony mężczyzna rzuca okiem na bramę, naprędce dodaje, że ani on, ani nikt inny nie ma nic przeciwko Żydom, po czym zwraca się do gwardzistów. Jest ich osiemnastu, w czarnych mundurach i wypolerowanych butach. Młodzi, o niewojskowych sylwetkach, są wręcz śmieszni, kiedy próbują stanąć nieruchomo na baczność. Nie słychać, co do nich mówi.
Po krótkiej chwili ruszają w stronę szeregu.
– W lewo zwrot! Naprzód marsz! – krzyczą.
Teren rozbrzmiewa wrzaskiem i przekleństwami. Gwardziści skaczą, biegają, gwałtownie gestykulują. W ich rykach, rozkazach i czynach jest niechlujna radość, dowodzą i rządzą, krzykiem wprawili w ruch setki ludzi, poczucie władzy ich upaja i podnieca jak alkohol.
Żydzi drgnęli, schylili się, szybko łapią bagaże, zmęczony tłum się poruszył. W rękach, na ramionach i plecach przeróżne toboły, walizy i walizki we wszelkich kolorach, skórzane i kartonowe; plecaki, tłumoki, aktówki i worki przewiązane rzemieniami i sznurkami.
– Żwawo! Śmiało! – krzyknęli gwardziści i szereg idzie, faluje po bezdrożach, polach, łąkach.
– Karol, ciężko ci, prawda? – nauczyciel Wagner pyta w maszerującym tłumie swojego byłego ucznia. Wagner to starszy człowiek, pięćdziesięciolatek, stara się iść prosto i zdecydowanie, nawet w tych okolicznościach chce zachować godność i przynajmniej pozory spokoju.
– Karol...
– Ciężko – odpowiada Karol, niewysoki, ruchliwy, bystry młody mężczyzna z delikatnym, bladym puszkiem na ufnej twarzy.
– Ciężko, ale wytrzymam. Stara się wypaść przekonująco. Skoro nie ma bagażu, pomaga nauczycielowi nieść jego masywną wiklinową walizę. Idą niemal na końcu. Boją się przerzucić ciężar do drugiej ręki, boją się na chwilę zatrzymać, z przodu jest to możliwe, ale tu, na tyłach, nie, tu nie mogą. Gwardziści wymachują pałkami, biegają, krzyczą.
– Dalej! Dalej! Żwawo! Weselej!
– Chodźmy! Idziemy! Jeszcze się tam nasiedzicie!
Czyżby osadę zalała woda, strawił ogień, że ludzie uciekają z niej ze wszystkim, co naprędce spakowali, jak przed pogromem? Nie, to nie jest taki tłum, za nim słychać krzyki, wokół niego krzyki.
– Tylko żwawo! Tam wam będzie lepiej niż tutaj!
Przeszli około trzech kilometrów, po czym zatrzymali się obok torów, daleko od stacji. Zrzucili na ziemię tobołki, usiedli na nich, zdjęli swetry, pulowery, starsi nawet zimowe palta. 
Rozciągnięty tłum zrzędzi, ale gdzieniegdzie odzywają się też słowa zachęty.
Karol spoczął z Wagnerem na wiklinowej walizie. Nauczyciel siedzi prosto i nieruchomo, wyciągnięty jak struna, jego oddech jest ciężki, odrobinę świszczący, wysokie czoło błyszczy mu od potu. Karol rozciera odciski na dłoniach. Z przodu, na prawo od tłumu, stoi długi pociąg towarowy, wagony po obu stronach są otwarte. Po lewej, obok stacji, widać kilku kolejarzy, trzech czy czterech żandarmów, opierają się o barierkę, palą, sączą piwo, smutno patrzą na zgromadzonych. Nagle z poczekalni wybiegają z krzykiem gwardziści, otaczają tłum, wrzeszczą, klną. Dwóch cywili z podwójnym krzyżem na rękawie ryczy już z oddali:
– Podnieść się! Wstawać!
Tłum staje w szeregach.
– Po czterdziestu, jasne? Będziemy was wywoływać. Kogo będzie w czterdziestce brakować albo kto będzie nadplanowy, ten dostanie po łbie!
Wywołują, oddzielają pierwszą czterdziestkę i prowadzą do pierwszego wagonu.
Czterdziestu wchodzi do wagonu po szerokiej desce. Czterdziestu i znów czterdziestu, do sześciu wagonów po trzydziestu dziewięciu.
– Chodź, Lacko, nic nie wykombinujesz – mówi Karol do przyjaciela i znów chwyta wiklinową walizę. Laco, dwudziestoletni jedynak, kilka miesięcy młodszy od Karola, jest trochę zakłopotany i przestraszony, ogląda się za siebie, wreszcie podnosi walizkę i worek, rusza za nauczycielem i Karolem do ostatniego wagonu. Na jego prawym rogu widać wielką, świeżo wymalowaną liczbę – XVI. Na lewym rogu pozaklejane stare oznaczenia, symbole.
– Hej, gdzie się szwendasz! – ryknął gwardzista na Karola. Chce do niego podbiec, ale od razu przystaje, ledwo utrzymuje równowagę. Śmierdzi pijaństwem.
– Tak tylko, patrzę, dokąd nas zawieziecie za darmo.
– Zamknij gębę, smarkaczu!
Nawet przy ostatnim wagonie wywołują numery porządkowe, imiona, nazwiska, trzeci raz w tej samej kolejności, i wpychają ludzi do wagonu. Trzech gwardzistów zaznacza nazwiska na liście. Ktoś wbiegł po desce wcześniej, krzyczy z wagonu:
„Tu!”.
– Bydlaki, wyłazić, jeszcze raz.
– Sześćset jeden...
– Tu!
– Sześćset dwa...
– Tu!
– Sześćset trzy...
– Tak.
– Żadne tak, ośle! Masz krzyknąć: Tu!
– Sześćset trzy...
– Tu!
– Zasraniec!
– Słucham?
– Sześćset trzydzieści cztery!
– To ja, doktor Vojtech Zimmer...
Gwardzista popatrzył na niego krzywo, słowa cisną mu się na usta, niech cię diabli, ale ugryzł się w język. Ołówkiem wskazuje drzwi. Lekarz Zimmer wchodzi na deskę jako ostatni. W oczy rzuca się biała opaska z czerwonym krzyżem na rękawie; żandarm pomaga mu wsiąść do wagonu, następnie podaje wiadro wody. Zimmer bierze je ostrożnie, żeby nie wylać ani kropli. Podłoga w wagonie była świeżo wyszorowana, unosił się w nim zapach gnoju, siana, koni, amoniaku i oparów ługu.
– Bydło załadowane, tylko siana brakuje! – skomentował ktoś przy drzwiach.

Ucieczka z Auschwitz. 

Historia protokołu z Auschwitz

Tytuł oryginalny: Čo Dante nevidel
Autor: Alfréd Wetzler
Tłumaczenie: Katarzyna Dudzic-Grabińska,
Tomasz Grabiński
Wydawnictwo: Marginesy
Data polskiej premiery: 27.01.2021
Liczba stron: 392

Przeczytaj moją recenzję

Notki biograficzne:

 

Alfréd Wetzler[2]

Urodzony 10 maja 1918 roku w Trnawie. W latach 1936-40 pracował w Trnawie jako robotnik. W latach 1942-44 był więziony w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Był jednym z 12 więźniów, którym udało się z sukcesem uciec z tego obozu zagłady. Jako pierwszy, razem z Rudolfem Vrbą, opowiedział o tym co się działa za ogrodzeniem z kolczastego drutu. W latach 1945-50 pracował jako redaktor, następnie w  1950-55 był robotnikiem w Bratysławie a w latach 1955-70 pracował w handlu. Od 1970 roku był na rencie inwalidzkiej, ale dorywczo pomagał w bibliotece w bratysławskim Ružinovie. Zmarł 8 lutego 1988 roku w Bratysławie, gdzie też jest pochowany na ortodoksyjnym cmentarzu żydowskim, który znajduje się na ulicy Žižkovej.
 
Już w 1945 roku opublikował broszurę Oswienčim, hrobka štyroch miliónov ľudí (pl. Oświęcim, grób czterech milionów ludzi), która była przerażającym świadectwem człowieka, który żył w tym piekle przez dwa lata. Napisał to w sposób dokumentalny i merytoryczny, co tylko zwiększyło jej wiarygodność. W 1964 roku ponownie powrócił do tego tematu, tym razem w literaturze, publikując pod pseudonimem Jozef Lánik powieść Čo Dante nevidel (Ucieczka z Auschwitz. Historia protokołu z Auschwitz, tłum. Katarzyna Dudzic-Grabińska, Tomasz Grabiński, wyd. Marginesy, 2021). 

Jego bohaterski czyn został doceniony dopiero po jego śmierci. W 1997 roku prezydent Michal Kováč udzielił mu nagrodę państwową Rad Ľudovíta Štúra II klasy a 1 stycznia 2007 roku prezydent Ivan Gašparovič odznaczył go Krzyżem Milana Rastislava Štefánika I klasy.


Katarzyna Dudzic-Grabińska[3]

 
tłumaczka języka czeskiego i słowackiego oraz reżyserka teatralna. Przełożyła m.in. kilka powieści Jaroslava Rudiša: Grandhotel, Cisza w Pradze, Koniec punku w Helsinkach, Aleja Narodowa i Czeski Raj. Wspólnie z Anną Wanik przetłumaczyła książkę Tomáša Kulki z zakresu estetyki Sztuka i kicz, a razem z Tomaszem Grabińskim powieść Markéty Pilatovej Żółte oczy prowadzą do domu oraz dwie słowackie książki: Miło niemiło Milo Janáča oraz Ucieczka z Auschwitz Alfréda Wetzlera. Jako reżyserka i dramaturżka pracowała m.in. w Instytucie Teatralnym w Bratysławie, Teatrze Polskim w Podziemiu i Wrocławskim Teatrze Współczesnym. Obecnie związana z Teatrem Polskiego Radia.

Katarzyna Dudzic-Grabińska

Opublikowany przez Feminatywa Polsko-Ukraińska Niedziela, 28 lipca 2019

Tomasz Grabiński

Notkę biograficzną Tomasza Grabińskiego znajdziecie przy zapowiedzi Legendy o języku Pavla Rankova.


Więcej postów o literaturze słowackiej i książkach związanych ze Słowacją znajdziecie tutaj:

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, to będzie mi miło, jeśli:

✦ zostawisz tu swój komentarz

✦ polajkujesz mój fanpage 

✦ udostępnisz ten wpis swoim znajomym

 


Podczas pisania tego artykułu korzystałam z:

[1] Ucieczka z Auschwitz. W: marginesy.com.pl. Artykuł dostępny online, dostęp 11.01.20121

[2] Alfréd Wetzler. W: wikipedia.org. Artykuł w j.słowackim dostępny online, dostęp 11.01.2021

[3] Katarzyna Dudzic-Grabińska. W: marginesy.com.pl. Artykuł dostępny online, dostęp 11.01.2021

Brak komentarzy:

Odwiedźcie mnie też na Instagramie @slowacystka