Czasem wystarczy zejść do zapomnianej krypty, wsiąść do retro pociągu albo spojrzeć na śmieciarkę przez ekran telefonu, żeby przekonać się, że świat nie składa się wyłącznie ze złych wiadomości. Ostatnie tygodnie na Słowacji przyniosły zaskakująco dużo historii o ludziach, którym się chce, zabytkach, które dostały drugą szansę, i miejscach, które zamiast popadać w ruinę, zyskują nowe życie.
Kiedy nadchodzi maj, na Słowacji na bok schodzą polityczne spory, a codzienne dylematy schodzą na dalszy plan. Liczy się tylko jedno: kauczukowy krążek sunący po lodzie.
„Grecki scenariusz” brzmi jak odległa historia z podręcznika ekonomii – dopóki nie zaczyna przypominać codzienności. Na Słowacji coraz więcej osób już nie liczy prognoz, tylko każde euro.

Folklor na Słowacji właśnie przestał być grzeczny. Zamiast tańczyć pod dyktando władzy, zaczął gwizdać, śpiewać i mówić „nie” – głośno, publicznie i bez żadnych ozdobników.